Trzy statki kosmiczne badające obecnie Marsa szykują zbiorowe powitanie sondy Mars Phoenix Lander. Kontrolerzy lotu dokonują korekt ich orbit by 25 maja znalazły się we właściwym miejscu i w odpowiednim czasie, aby odebrać sygnały z Feniksa przedzierającego się przez atmosferę planety.

Każde lądowanie na Marsie jest trudne, ale mając do dyspozycji trzy sondy obserwujące  szlak zejścia, MPL ustanowi nową normę i przyczyni się do odkrycia krytycznych momentów  zautomatyzowanego lądowania. Strumień danych z Phoenixa będzie transmitowany na Ziemię w trakcie wejścia statku kosmicznego w atmosferę, samego zejścia i wydarzeń związanych z osiągnięciem powierzchni. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, będziemy mieli  informacje nawet po jej wylądowaniu.  
Uzyskanie informacji o przebiegu lądowania od szczytu atmosfery po powierzchnię da wgląd we wszystkie krytyczne wydarzenia, co przyczyni się niewątpliwie do lepszego przygotowania następnych lądowników. 
W  Jet Propulsion Laboratory trwają intensywne prace nad trajektorią sondy  Mars Odyssey, która w czasie rzeczywistym (plus czas dotarcia sygnału na Ziemię) przekazywać będzie wszystkie dane dotyczące procesu lądowania. Dokładna synchronizacja i ustawienie sondy ma kolosalne znaczenie, ponieważ gdyby nie podjęto żadnych czynności MO byłaby w momencie przybycia nowej misji  prawie dokładnie po przeciwnej stronie Marsa. 
Mars Reconnaissance Orbiter oraz sonda Europejskiej Agencji kosmicznej - Mars Express również przejdą procedurę pozwalającą na odpowiednie ustawienie, dzięki czemu i one będą miały możliwość śledzenia procesu lądowania. NASA w cały proces przygotowań włączyła też niezmordowane łaziki Spirit i Oportunity, które pomagają w przygotowaniach, symulując transmisje z Phoenix w celu przetestowania orbiterów. 
Phoenix ma wylądować znacznie bliżej północnej czapy polarnej niż jakakolwiek z poprzednich misji marsjańskich, w miejscu oczekiwanego lądowania jest szansa na znalezienie  zamrożonej wody zmieszanej z gruntem (coś w rodzaju ziemskiej tundry). Do wydobycia próbek z pod powierzchni lądownik użyje zautomatyzowanego podajnika, by przenieść pobrane próbki ziemi i lodu do instrumentów laboratorium. Głównym celem misji jest sprawdzenie, czy istniały tam kiedyś warunki mogące sprzyjać podtrzymaniu życia mikrobiologicznego. 
Odyssey odchyli się od jego normalnego ustawienia w dół by zwrócić antenę (UHF) na malejący lądownik. Strumień informacji z lądownika przechwycony przez orbiter natychmiast zostanie przesłany w kierunku Ziemi. Sondy MRO i Mars Express, zarejestrują transmisje z Phoenix podczas zejścia, jako zapasowe, by mieć 100% pewność, że nic nie zostanie utracone. Dopiero po lądowaniu jako całe pliki zostaną one przesłane na Ziemię. Dane zaczną być rejestrowane na około 10 minut przed lądowaniem.
Wsparcie orbiterów polega również na dokładnym zbadaniu planowanych miejsc lądowania, co pozwoli na wybranie miejsca dającego potencjalnie największe możliwości poznawcze. Po lądowaniu orbitery przez trzy miesiące trwania badań będą pomagać w komunikacji między sondą i centrum lotów. Dodatkowo naziemne stacje NASA i ESA wykonają precyzyjne pomiary trajektorii sondy.
Phoenix jest obecnie około 160 milionów  kilometrów od Marsa i testowane są jego instrumenty, miedzy innymi dostarczone przez Kanadyjską Kosmiczną Agencję sensory ciśnienia i temperatury, które zostały skalibrowane 27 lutego. Statek kosmiczny zachowuje się tak dobrze, że zespół kierowania misją mógł skupić uwagę na przygotowaniu do lądowania.
     Nam pozostaje tylko trzymać kciuki!

Na podstawie materiałów NASA Artur Modliborski